Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje. Pokaż wszystkie posty

28.06.2014

[Recenzja] Dr. Jart+ V7 Eye Serum



Dzisiaj mam dla Was recenzję serum, które znalazłam w Memebox #3 Global Edition. Używam, go już od kilku miesięcy i aktualnie jest na wykończeniu, więc mogę podzielić się z Wami moją opinią na jego temat. Ale może od początku:





Producent mówi nam, że jest to serum, które zawiera siedem witamin, które mają rozświetlać i rozjaśniać okolice oczu.

Witamina A: wzmacnia elastyczność skóry i działa przeciwzmarszczkowo, 
Witamina E: przeciwutleniacz,
Witamina C: wybiela i regeneruje komórki skóry,
Witamina B3: rozjaśnia skórę,
Witamina B5: łagodzi podrażnienia wrażliwej skóry wokół oczu,
Witamina F: przeciwutleniacz, zapobiega alergiom skóry, 
Witamina H: łagodzi problemy skórne.

Ponadto serum:
- pomaga rozjaśnić i odmłodzić okolice oczu,
- zmniejsza przebarwienia skóry, aby okolice oczu wydawały się jaśniejsze = młodsze,
- odświeża i nawilża okolice oczu, zmniejsza opuchnięcia, nie pozostawia uczucia lepkości,
- 10-free system: nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, substancji zapachowych, olei mineralnych, benzofenonu, alkoholu, TEA, składników pochodzenia zwierzęcego, siarczanów, ftalanów.




Produkt zamknięty jest w białą, metalową tubkę o pojemności 15 ml (jest to pełnowymiarowe opakowanie). Samo serum ma dość lekką, lejącą konsystencję o lekko żółtawym zabarwieniu. Zapach jest delikatny, prawie niewyczuwalny.


Skład i kilka informacji z opakowania:




Serum jest naprawdę lekkie. Próbowałam go używać w kilku konfiguracjach:
1. jako samodzielny krem na dzień - tutaj się nie sprawdził. Nie mam większych problemów ze skórą pod oczami, nie jest ona specjalnie przesuszona, mam drobne zmarszczki mimiczne od ciągłego mrużenia oczu i śmiania się, ale nie są one bardzo widoczne. W zasadzie każdy lekko nawilżający krem się sprawdza. To serum jest zbyt lekkie do samodzielnego używania.
2. jako serum pod krem na dzień - i tutaj już było lepiej. Serum dobrze współpracowało z każdym kremem na dzień. Jednak potrzebuje chwilki na wchłonięcie, co rano jest dla mnie sporym problemem, więc zrezygnowałam z niego.
3. jako serum pod krem na noc - w tym przypadku nie przeszkadzało mi dość długie wchłanianie. Zawsze w międzyczasie nakładałam krem na noc i sleeping pack na twarz i wtedy mogłam już nałożyć krem pod oczy. 

Czy zauważyłam efekty?
Szału nie ma. Może faktycznie skóra jest bardziej elastyczna i jędrna, ale nie zauważyłam działania rozjaśniającego, czy wybielającego. Opuchniętych oczu nie mam, ale cienie pod oczami też nie znikały, ani nie zmniejszyły się nawet o odrobinkę (w sumie producent tego nie obiecuje, ale rozjaśnienie i wybielenie okolic oczu już tak, więc liczyłam chociaż na delikatne zmniejszenie cieni pod oczami, które u mnie nie są ogromne). 

Do tego opakowanie to jakieś nieporozumienie. Takie opakowanie sprawdza się w przypadku dość gęstych maści aptecznych. To serum jest zbyt rzadkie i przez to opakowanie ciągle było ubrudzone, serum wyciekło mi się przez zamknięty korek w kosmetyczce w trakcie podróży. Korek był cały czas ubrudzony i pomimo ciągłego czyszczenia nie wyglądało to higienicznie.

Podsumowując:
Jest to fajny dodatek. Fajnie było wypróbować to serum, ale mojego serca nie podbiło, bo takie same efekty daje sam krem pod oczy.  Nie jest to coś bez czego nie można żyć. Nie kupię kolejnego opakowania.


Pozdrawiam!


17.06.2014

[Recenzja] Ginvera Green Tea Whitening Marvel Gel - Blackheads Remover




Peeling, o którym słyszała chyba każda osoba walcząca z zaskórnikami. Żel ma za zadanie delikatnie oczyścić skórę z martwych komórek i zostawić skórę rozjaśnioną, wygładzoną. Ponadto skóra ma być bardziej podatna na działanie innych produktów oczyszczających. 




Producent opisuje ten żel w 10 punktach, m. in. mówi nam, że żel likwiduje martwy naskórek (ściera go, działa na zasadzie peelingu enzymatycznego), zwęża pory, likwiduje zaskórniki (efekty widoczne mają być już po jednym użyciu), rozjaśnia przebarwienia, blizny, piegi, zapobiega pojawianiu się nieprzyjaciół i pomaga szybciej goić już te istniejące, reguluje wydzielanie sebum, pozostawia skórę miękką, gładką i rozjaśnioną. 

Produkt jak marzenie ;)




Konsystencja jest żelowa, dość gęsta, nie ma w niej żadnych peelingujących drobinek. Kolor żółto-zielony  (sorry, ale trochę przypomina gluty :), zapach delikatny, dość przyjemny, przypomina mi cytrynową zieloną herbatę.





Jest to pierwszy peeling jaki miałam, który należy nakładać na suchą skórę, suchymi łapkami. Masujemy skórę twarzy - szczególnie strefę T. Początkowo żel jest jakby wodnisty, ale później staje się coraz gęstszy i zaczynamy wyczuwać "złuszczające się drobinki skóry", coś jakbyśmy ścierali ołówek gumką do mazania. Czasami po rozsmarowaniu go na twarzy ostawiam na chwilkę i dopiero bo kilku minutach zaczynam ponownie masować twarz. 


Co o nim sądzę?
Przereklamowany średniak!


Produkt jest bardzo wydajny, już porcja wielkości orzecha włoskiego wystarcza na oczyszczenie całej twarzy. Dzięki temu używałam go regularnie 3 razy w tygodniu przez ostatnie kilka miesięcy. Te złuszczające się 'farfocle' powstające podczas masowania skóry - jakoś nie chce mi się wierzyć, że to faktycznie martwy naskórek. 
Skóra jest po nim faktycznie gładka, dość dobrze oczyszczona i przygotowana na kolejne zabiegi.
Co mnie bardzo rozczarowało to to, że absolutnie nie zlikwidował u mnie zaskórników, ani nie wpłyną na zmniejszenie ich ilości czy widoczności. Poza tym z tą regulacją wydzielania sebum też bym nie przesadzała - jak było tak jest.
No i do tego wszystkiego cena! około 55 zł, za opakowanie 60 ml przeciętnego peelingu to naprawdę sporo.


Być może pokładałam w nim zbyt duże nadzieje, ale nie spełnił moich oczekiwań, nie mówiąc już o obietnicach producenta, bo co najmniej połowa to jedna wielka ściema. Być może sprawdzi się u osób, które nie mają wielkich problemów z zaskórnikami i zapychaniem. Ja mówię mu zdecydowane NIE!



Pozdrawiam!

5.06.2014

[Recenzja] Purederm Exfoliating Foot Mask

Od dawna przymierzałam się do zakupu tego typu maski do stóp, ale zawsze coś mnie powstrzymywało - a to bałam się poparzenia, a to że nie zadziała i pieniądze wyrzucę w błoto, a to miałam inne wydatki. Na szczęście moje stopy nie wymagały natychmiastowego spotkania z takim cudakiem, a upałów jeszcze nie było więc mogłam spokojnie poczekać.

Traf chciał, że jedną z takich masek znalazłam w Memebox Mask Edition #2 i prawie niezwłocznie ją użyłam. I całe szczęście bo zdążyłam przed upałami!




Maski tego typu ma wiele azjatyckich firm, a ich ceny wahają się w granicach 16 zł na eBay do nawet około 100 zł. Także różnica cen jest ogromna. I jak tu wybrać tę odpowiednią? 

Szczerze powiem, że nie wiem. Gdybym się w końcu zdecydowała na zakup, to raczej nie kupiłabym tej najtańszej z obawy, ze to jakiś bubel. Chyba że miałaby rewelacyjne recenzje.
Ta, którą znalazłam w Meme kosztuje 17$.

No ale do rzeczy. Czy to działa?



Działa! I to jak!
Nie pokażę Wam zdjęć, bo nie nadają się one do publikowania, ale efekt działania tej maski był powalający (jak macie ochotę to zobaczyć to spójrzcie tutaj, ale na własną odpowiedzialność!), ale może zacznę od początku.

Maska to dwie foliowe skarpety zawierające w sobie płyn. Płyn ma przezroczysty kolor i zapach - szczerze mówiąc nie pamiętam jaki więc pewnie nie jakiś intensywny czy specyficzny. 
Po wyciągnięciu skarpet z opakowania rozcinamy je w odpowiednim miejscu (jak na zdjęciu powyżej) tak, żeby móc je założyć jak zwykłe skarpetki. Oczywiście nie są one ta przylegające jak skarpety, które nosimy na co dzień ;) I tak siedzimy z tym całym majdanem 60-90 minut. Po upływie tego czasu myjemy stopy ciepłą wodą i nic więcej z nimi nie robimy. Słyszałam, że przez okres złuszczania naskórka nie należy smarować stóp żadnymi kremami i balsamami. Złuszczanie powinno nastąpić po 4-7 dniach od zastosowania maski i trwać od 3-5 dni.


Skład: 




Moje skarpety trzymałam na stopach 90 minut. Akurat oglądałam jakiś film, a nie czułam żadnego dyskomfortu,  czyt. pieczenia, chłodzenia, szczypania, grzania, więc w niczym mi one nie przeszkadzały. Musiałam tylko uważać, żeby nie położyć tak nóg, żeby płyn się wylał. Po 90 minutach umyłam stopy i poszłam spać.

Następnego dnia nie działo się nic. Drugiego dnia też nie zaważyłam żadnego złuszczania, ale stopy były takie jakby śliskie. W sensie, ze chodząc na boso ślizgałam się po podłodze, nie wiem jak to inaczej opisać - w każdym razie było czuć, że coś się z nimi dzieje.

Trzeciego dnia po powrocie z pracy poszłam się kąpać i doznałam szoku - coś wysypało mi się ze skarpetek! Spojrzałam na stopy, a one całe były w pęcherzykach odchodzącej skóry! Na pięcie były to tak ogromne pęcherze, że aż byłam w szoku. Oczywiście ledwo się opanowałam, żeby tego nie skubać i przez 4 dni trenowałam moją silną wolę.
Złuszczanie trwało u mnie 4 dni. Piątego dnia nie było już praktycznie żadnych suchych, odpadających skórek, a moim oczom ukazały się gładziutkie, mięciutkie stópki! Byłam zachwycona!

Dzisiaj, po tygodniu od zakończenia się złuszczania stopy nadal wyglądają fantastycznie! Są miękkie, gładkie i przyjemne w dotyku. Wróciłam do dawnej pielęgnacji, czyli raz w tyg peeling i codzienne smarowanie kremami nawilżającymi.



Jestem bardzo zadowolona z efektów działania tej maski i akurat tą mogę Wam polecić z czystym sumieniem!


Pozdrawiam!



3.06.2014

[Recenzja] Flower Men Energy Factory Moist Boosting Sheet Mask - Hyaluronic Acid



Jest to super nawilżająca maska do twarzy zawierająca kwas hialuronowy. Wspominałam już o niej przy okazji Memebox #8, w którym ją znalazłam. Jaki są moje wrażenia?

To naprawdę fajna maska w płachcie! 
Ma delikatny, przyjemny zapach. Gdyby nie to, że ta płachta jest taka wielka to w życiu bym nie powiedziała, że to maska dla faceta ;)
Po nałożeniu ją na twarz odczuwałam lekkie chłodzenie, ale jak płyn już się 'nagrzał' do temperatury mojej skóry uczucie to zniknęło. 

A co potem?
Przez całe 20 minut przez które trzymałam ten kawałek materiału na mojej facjacie nie odczuwałam żadnego dyskomfortu. Szczerze powiem, że gdyby nie to, że na brzegach zaczęła już wysychać i 'odklejać' się od twarzy to zupełnie zapomniałabym o niej.
Nie odczuwamy ściągnięcia, mrowienia, czy innych nieprzyjemnych rzeczy. O zapachu też po chwili zapominamy i nawet nie czujemy, że coś mamy na twarzy.

Po ściągnięciu wklepałam w twarz to co na niej pozostało, a resztę płynu, który został w opakowaniu wklepałam w szyję i dekolt.
Skóra była naprawdę dobrze nawilżona, gładka i lśniąca (nie ociekająca sebum, ale błyszcząca 'zdrowym' blaskiem). Po około godzinie nałożyłam na nią krem i sleeping pack i poszłam spać.

Jakież było moje zdziwienie, gdy spojrzałam rano w lustro i zobaczyłam nawilżoną, wypoczętą skórę twarzy. Napiętą, jędrną i gładką! W ogóle nie zapchaną i nie ociekającą sebum. To było coś!

Aż żałuję że w Meme tylko jedną sztukę dali. Fajna maska, fajny dodatek do pielęgnacji ;) Szkoda, że nie znalazłam jej na eBay, ale na pewno będę wypatrywać!

2.06.2014

[Recenzja] John Frieda Collection Root Awakening Vitalisierender Conditioner

Słyszałam wiele dobrych opinii na temat szamponów i odżywek JF, ale jakoś nigdy nie mogłam się do nich przekonać. Cena najniższa nie jest (bez promocji to około 6-7€ za opakowanie 250 ml), więc trochę się wahałam, ale pewnego dnia znalazłam odżywki JF w promocji i w końcu postanowiłam wypróbować.

W moje łapki wpadła zielona tuba, zawierająca kremową odżywkę o pięknym orzeźwiającym zapachu. Zawiera ona wyciąg z eukaliptusa, który nawilża skórę głowy i włosy od cebulek, aż po same końce. 




Używałam jej namiętnie przez ostatnie 3 tygodnie i przyznam szczerze początkowo miałam mieszane uczucia. Może dlatego, że miałam wobec niej dość duże oczekiwania. Czy je spełniła?

Chyba nie do końca.




Niby fajnie nawilża, niby włosy łatwo się rozczesują, ale.. no właśnie. Takie same efekty dają mi też odżywki za 2-3€. 
Zapach jest przyjemny, orzeźwiający i faktycznie czuć w nim eukaliptusa. Jest wyczuwalny na włosach jeszcze jakiś czas po spłukaniu odżywki, ale już po jakimś czasie zapach strasznie mi przeszkadzał. Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie, że włosy śmierdzą mi mentolowymi papierosami! Chyba jestem jakaś dziwna ;)

Odżywka absolutnie nie obciąża włosów, nakładana nawet na skórę głowy nie powodowała ich szybszego przetłuszczania, czy 'oklapu'. Włosy są miękkie, gładkie i błyszczące.



Skład:


Podsumowując: nie wiem czy to mój nos jest jakiś dziwny, ale ten zapach na włosach naprawdę mi przeszkadzał. Może dlatego, ze nie znoszę papierosów. Jest to odżywka, która działaniem nie odbiega od tańszych drogeryjnych odżywek, dlatego też akurat tej nie kupię ponownie, ale na pewno wypróbuję inne odżywki JF.



Pozdrawiam!

29.05.2014

[Recenzja] Fitomed. Ziołowy żel do mycia cery tłustej i trądzikowej z mydlnicą lekarską.

Moja skóra bywa kapryśna. Byle co potrafi ją podrażnić, przesuszyć, zapchać. Ciągle walczę z błyszczeniem się jak latarnia i zaskórnikami. Bywa różnie.
Stawiam przede wszystkim na porządne oczyszczanie. Ostatnio moim ulubieńcem do mycia jest właśnie żel od Fitomed.




Przyznam szczerze, że nie przepadam jakoś za ziołowymi kosmetykami, a raczej z obawy o nie najprzyjemniejszy zapach unikałam ich. I to był mój błąd! Okazało się, że ziołowe kosmetyki świetnie wpływają na problematyczną skórę, a zapach tego żelu jest delikatny i bardzo przyjemny.




Żel jest naprawdę delikatny, ale przy tym bardzo skuteczny! Świetnie radzi sobie z resztkami makijażu i olejem, który zostaje po demakijażu (makijaż zmywam olejami), a do tego nie podrażnia i nie wysusza skóry! Dobrze radzi sobie też z porannym oczyszczaniem twarzy. Skóra jest po nim czysta, gładka i przyjemna w dotyku. Nie odczuwam ściągnięcia, czy pieczenia, ale pory są zmniejszone i w ciągu dnia faktycznie zauważyłam zmniejszenie wydzielania sebum.




Żel dość dobrze się pieni, delikatnie pachnie, a przy tym naprawdę dobrze oczyszcza skórę. Ma dobrą konsystencję - nie przecieka przez palce i łatwo można go rozprowadzić na twarzy. Łatwo też się spłukuje i nie pozostawia tłustej, czy lepkiej warstwy. Podczas jego stosowania zauważyłam zmniejszenie pojawiania się niemiłych niespodzianek. Skóra wygląda też jakby lepiej - jest rozjaśniona, czystsza. Świetnie współpracuje z tym tonikiem. Jest to mój ulubiony duet do oczyszczania.



Polecam go wszystkim osobom z problematyczną cerą!


22.05.2014

[RECENZJA] Avon Clearskin Pore Penetrating Orzeźwiający Scrub do twarzy.

 Peelingi lubię i używam regularnie. Często je zmieniam, bo jakoś nie mogę trafić na ideał. Niestety ten też ideałem nie jest, ale zacznijmy od początku.




Producent mówi nam, że jest to kremowy peeling do twarzy. Zawiera ścierające granulki, które  usuwają martwy naskórek oraz zanieczyszczenia zatykające pory. Skóra staje się miękka i gładka. Peeling zawiera wyciąg z oczaru wirginijskiego znanego z właściwości ściągających oraz ekstrakt z eukaliptusa działający oczyszczająco i antyseptycznie. 

Dla zainteresowanych skład, niestety znajduje się w nim Alcohol Denat, ale na szczęście nie jest on na początku składu.



Dlaczego nie jest ideałem?
Nie lubię tego uczucia 'chłodzenia' na twarzy, które powoduje. O ile w peelingu do stóp mi to nie przeszkadza, to tutaj jest to dla mnie duży problem. Dodatkowo Alcohol Denat w składzie (nie ważne na którym miejscu).
Peeling dobrze ściera martwy naskórek, granulki nie są za ostre i nie podrażniają skóry - skóra pozostaje miękka i gładka. Trochę gorzej sprawa wygląda z oczyszczaniem porów. Po użyciu pory może i są delikatnie mniejsze, ale na pewno nie są porządnie oczyszczone, nawet przy regularnym stosowaniu. 
Poza tym opakowanie jest łatwe w użyciu - tubka jest miękka, zamknięcie na klik działa jak powinno, bez obawy o paznokcie.

Myślę, że peeling sprawdził by się przy skórze mniej zanieczyszczonej niż moja.
Jak nie lubicie uczucia chłodzenia to nie polecam.

Pozdrawiam!

8.05.2014

Recenzja - Florena Krem do rąk z rokitnikiem i krzewem cytrynowym.

Krem do rąk to dla mnie podstawa. Mam je dosłownie wszędzie: w torebce, w szafce w pracy, w aucie, w salonie, w łazience, kuchni i na szafce nocnej. Skóra moich rąk lubi się wysuszać, a praca którą obecnie wykonuje niestety wzmaga efekt wysuszania.

Często zdarza mi się kupować nowości i limitowanki, bo zawsze się je zużyje ;) jakiś czas temu w Rossmanie w ręce wpadł mi krem właśnie z limitowanej edycji

Florena Krem do rąk z rokitnikiem i krzewem cytrynowym.




Kremik ma całkiem przyjemny, delikatny zapach. Szybko się wchłania, nie zostawia tłustej i lepkiej warstwy. Bardzo dobrze radził sobie z przesuszeniami. Pozostawiał skórę miękką, gładką, dobrze nawilżoną i bez uczucia ściągnięcia i wysuszenia.
Konsystencja jest dość lekka, nie tłusta i taka w sam raz - tzn. nie za gęsta, ale na pewno też nie wodnista. Mi odpowiada, bo szybko można go wsmarować w dłonie i lecieć dalej do garów bez obawy, że wszystko będzie nam się wyślizgiwać z rąk.
Tubka jest miękka i łatwa w użyciu, zamknięcie na klik. Nie się nie łamie i nie pęka, krem można bez najmniejszych problemów wydobyć nawet pod koniec opakowania.

Przyznam się szczerze, że podchodziłam do niego trochę jak pies do jeża, bo nie sądziłam, że będzie sobie radził. Jego cena to jakieś 1,5€, a zazwyczaj jest tak, że tanie kremy nadają się tylko do smarowanie rąk sto razy dziennie, a szału i tak nie ma. I tu chylę czoła i padam na kolana w błagalnym geście, bo naprawdę się z nim polubiłam, aż żałuję, że zaczęłam go używać tak późno i nie mogłam sobie zrobić zapasu, bo limitowanki mają to do siebie, że szybko znikają i raczej już się nie pojawiają. Do dzisiaj patrzę z tęsknotą na półkę z kremami do rąk próbując go wypatrzeć - niestety na marne.

Jak będę miała okazję go jeszcze kupić to na pewno zrobię sobie zapas ;) dziwi mnie tylko to, że żaden inne krem z tej firmy mi tak nie przypasował.

Pozdrawiam!

2.05.2014

Recenzja - Nuganic Customize Sun Block Fresh SPF50+ PA+++

Szczerze powiem, że nigdy nie używałam blokerów do twarzy. Zawsze się bałam, że mnie zapchają, i  że będę się świecić po nich jeszcze bardziej. Chociaż ostatnio intensywnie nad nim myślałam. 

Traf chciał, że znalazłam jeden bloker w Memebox #3. Niemal od razu zaczęłam go używać.


Nuganic Customize Sun Block Fresh SPF 50+ PA+++




Jest to lekki krem ochronny 3 w 1 - chroni przed promieniami UV, działa rozjaśniająco i przeciwzmarszczkowo. Można go używać na twarz, szyję, ramiona i nawet nogi.




Opakowanie to wygodna, miękka tubka z 'dziubkiem', która zapakowana jest dodatkowo w kartonik.




Opakowanie ma 40 ml i jest bardzo wygodne w użyciu. Krem należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.




'Dziubek' dodatkowo zabezpieczony jest folią, dzięki czemu wiemy, ze nikt przed nami go nie używał i produkt jest świeży.

Krem dostępny jest w Internecie, jego cena to około 40$, więc dość sporo.


Skład:





Krem ma dość gęstą konsystencję - trochę ciężko rozsmarować go na twarzy, trzeba robić to szybko, bo szybko 'zasycha' pozostawiając delikatnie wyczuwalną warstwę na twarzy. Żeby nie było wątpliwości - warstwa ta nie jest w żadnym wypadku tłusta! Fakt skóra delikatnie się błyszczy, ale nie jest to błysk tłustej skóry. Łatwo i bezproblemowo można nałożyć na niego makijaż, co niweluje efekt błyszczenia, a skóra nie błyszczy się przez kilka dobrych godzin, co przy mojej skórze jest nie lada wyczynem. Oczywiście nie jest to zasługa tylko tego kremy, bo używam innych specyfików przeciwko nadmiernemu wydzielaniu sebum, ale plusem tego kremu jest to, że absolutnie nie wzmaga błyszczenia, czego bardzo się obawiałam.

Krem nie zapchał mnie, codziennie wieczorem zmywałam go razem z makijażem olejem i żelem do twarzy, a skóra była czysta, pory nie zapchane. Skóra nie wyglądała też na zmęczoną czy obciążoną.

Nie wiem tylko jak z efektem bielenia, bo podobno blokery potrafią bielić. Powiem tak: nie zauważyłam, żebym była po nim jakoś specjalnie biała, ale dużo osób mówiło mi że blado wyglądam - ale ja zawsze blado wyglądam więc nie wiem, czy to przez ten krem, czy tak ogólnie. Wcześniej niby wyglądałam blado, ale nikt jakoś nie zwracał tak bardzo na to uwagi jak teraz - więc jednak chyba bieli.

Co do działania rozjaśniającego i przeciwzmarszczkowego - jeszcze chyba minęło za mało czasu - powiem tak, nie zauważyłam żadnych nowych zmarszczek, skóra jak wyglądała tak wygląda, nie pojawiły się też nowe przebarwienia, a moja skóra (szczególnie w takiej słonecznej pogodzie) ma skłonność do piegów.

Nie jestem też w stanie powiedzieć na ile ten filtr jest stabilny.




Podsumowując: jestem mile zaskoczona moim pierwszym blokerem i na pewno tego typu kremy na stała trafią do mojej pielęgnacji, przynajmniej wiosną i latem. Nie wiem czy kupię ponownie, będę jednak szukać czegoś, co nie będzie powodowało efektu bielenia i może z jakimś bardziej naturalnym składem bo ten nie zachwyca.


Pozdrawiam!

26.04.2014

Recenzja - Fitomed, tonik oczyszczający, szałwia lekarska.

Przeglądając doz.pl trafiłam na ten tonik..




... po pierwszych użyciach stwierdziłam 'no szału nie ma'. Nie lubię szałwii, nie lubię jej zapachu. Kojarzy mi się tylko z płukaniem jamy ustnej po wyrwaniu zębów do aparatu - tzn. nic przyjemnego. Ale! Po jakichś dwóch tygodniach użytkowania tego specyfiku stan mojej skóry zaczął się poprawiać! Byłam zaskoczona bo zniknęła większość podskórnych grudek - może nie były one jakieś wielkie, ale miałam ich sporo i wyczuwałam je pod palcami. Po miesiącu używania, nie miałam żadnych zaczerwienień i śladów po wypryskach na twarzy, a i sami nieproszeni goście pojawiali się coraz rzadziej. 

 Dla zainteresowanych skład:




I to co mówi nam producent:




Jak tak by dalej myśleć i kontynuować moje zachwyty, to tonik faktycznie wygładza skórę, pory są mniej widoczne i jest je łatwiej ukryć pod BB kremem, czy podkładem. Nie zauważyłam tylko znacznego zmniejszenia przetłuszczania się skóry - fakt nie świeciłam po nim jak latarnia już po 1 godzinie od nałożenia 'wszystkiego' na twarz (zaznaczę tylko, że krem, BB krem używałam cały czas ten sam, co przed rozpoczęciem przygody z tonikiem)

Jestem pozytywnie zaskoczona! Jest to jeden z moich ulubionych toników i z chęcią będę do niego wracać :)

23.03.2014

Balea Balsam do ciała z olejkiem migdałowym o zapachu orzechów marula.

Uwielbiam pięknie pachnące mazidła do ciała. Dlatego nie mogłam przejść obojętnie obok tego cudeńka! Zapach już po wypróbowaniu w DM był zniewalający, a po nałożeniu go na całe ciało przepadłam! Jutro biegnę kupić zapas bo to limitowanka.


Balea Balsam do ciała z olejkiem migdałowym o zapachu orzechów marula.






Producent mówi, że jest to intensywnie pielęgnujący balsam do ciała z proteinami mleka i nawilżającymi olejkami: migdałowym, sojowym i słonecznikowym. Bardzo dobrze pielęgnuje suchą skórę. 
Formuła zawiera witaminę E i allantoinę, które nadają skórze gładkość, do tego łatwo się rozprowadza i szybko wchłania. Produkt jest  testowany dermatologicznie. [Źródło]


Balsam otrzymujemy w miękkiej tubie z zamknięciem na klik. Tuba stoi na głowie, dzięki temu nie ma żadnych problemów z jego wydobyciem. 




Konsystencja jest kemowa, dość gęsta - nie spływa z dłoni, łatwo się rozprowadza. Balsam szybko się wchłania, pozostawia lekką warstwę, ale mi to nie przeszkadza. Pozostawia na skórze piękny, słodki migdałowy zapach, który uwielbiam!




Skład:
Aqua, Isopropyl Palmitate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Glycine Soja Oil, Helianthus Annuus  Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Phenoxyethanol, Parfum, Tocopheryl Acetate, Carbomer, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Allantoin, Tocopherol, Ethylhexylglycerin, Citric Acid

Cena: 1,99 € opakowanie 200 ml.
Dostępność: drogerie DM, Internet.


Moja opinia:
Krótko. Zwięźle i na temat:
Jest to świetny balsam! Skóra jest po nim miękka, gładka, dobrze nawilżona, aż chce się ją dotykać. Do tego pięknie pachnie, aż nie można oderwać nosa. Ja uwielbiam takie słodkie zapachy!
Produkt jest wydajny, dość dobrze się wchłania. Co prawda pozostawia delikatną warstwę na skórze, ale przy smarowaniu na noc mi to nie przeszkadza, a dodatkowo pościel i piżamka pachną cudownie!


Pozdrawiam!  

21.03.2014

Alverde Nabłyszczająca kuracja z cytryną i morelą.

Bez zbędnych tłumaczeń dlaczego mnie nie było od razu przejdę do sedna dzisiejszego wpisu, czyli do recenzji odżywki do włosów od Alverde.


Alverde Nabłyszczająca kuracja z cytryną i morelą.





Producent mówi nam, że jest to maska z wyciągiem z kwiatu cytryny i moreli nadaje włosom połysk, dodatkowo poprzez zrównoważone naturalne czynniki nawilżające pozostawia włosy jedwabiście gładkie. Idealna do wszystkich rodzajów włosów. Stosować na umyte, wilgotne włosy, pozostawić na 2-5 minut, następnie dokładnie spłukać. 
Produkt przebadany jest dermatologicznie, bez konserwantów, silikonów, olejów mineralnych, emulgatorów PEG, oparty na roślinnych składnikach z kontrolowanych upraw, nie zawiera silikonu. 


Produkt otrzymujemy w miękkiej białej tubce z zamknięciem na klik o pojemności 150 ml. Akurat w tym przypadku takie opakowanie jest totalną klapą, bo maska jest dość gęsta i ciężko jest ją wydobyć, szczególnie gdy zużyjemy już około 1/3 opakowania. Trzeba naprawdę mocno dusić tubkę. 
Maska jak już wspomniałam jest gęsta, kolor biały. Łatwo rozprowadza się na umytych włosach. Zapach jest piękny! Bardzo mi się podoba połączenie cytryny i moreli - utrzymuje się przez jakiś czas na włosach, co lubię jeszcze bardziej.

Skład:






Cena: około 3€, w Internecie można ją kupić a około 17 zł.
Dostępność: drogerie DM, Internet.


Moja opinia:
Świetny produkt!
Pięknie pachnie, dobrze nawilża, włosy są po niej mięciutkie i przyjemne w dotyku, aż nie mogą oderwać od nich rąk :) Nie zauważyłam obciążania, czy dodatkowego przetłuszczania włosów. Po dłuższym używaniu (używałam jej 2-3 razy w tyg.) moje włosy faktycznie były bardziej błyszczące, ale jakiegoś szału i efektu wow nie było. Jak po innych maskach i odżywkach.
Zauważyłam też, że włosy po niej się nie puszyły i nie elektryzowały, przez cały dzień były wygładzone i zdyscyplinowane. Ułatwiała też rozczesywanie.
Można jej też używać jako odżywki do codziennego mycia, czy do OMO.



Dla mnie jest to bardzo dobra maska i na pewno będę do niej wracać.



Pozdrawiam!

10.03.2014

[RECENZJA] SkinFood Black Sugar Cleansing Oil

Zbieram się do tej recenzji już od tygodnia. Sama nie wiem dlaczego nie mogę się za nią zabrać.

No ale dzisiaj już ją zacznę więc mam nadzieję, że skończę ;)

To zapraszam na recenzję


SkinFood Black Sugar Cleansing Oil





Co mówi nam producent?
Olej oczyszczający wzbogacony brazylijskim czarnym cukrem. Rozpuszcza nawet wodoodporny makijaż i pozostawia skórę miękką. 
Oczyszcza skórę z makijażu i nadmiaru sebum, nie blokuje porów, nie pozostawia tłustej warstwy.

Olej otrzymujemy w plastikowej butelce z pompką o pojemności 170 ml. Pompka działa sprawnie i dozuje odpowiednią ilość produktu - do zmycia makijażu twarzy nabierałam 2 pompki + 1 do zmycia makijażu oczu. Do zabezpieczenia np., w podróży mamy klips (widoczny na zdjęciu), który zapobiega przypadkowemu wciśnięciu pompki i wylaniu się oleju. Zapach jest wyczuwalny, pachnie trochę jak owocowa wata cukrowa, nie jest duszący, nie pozostaje na skórze. Olej jest dość wodnisty, kolor lekko żółtawy.

Skład:
Ingredients: Mineral Oil, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Octyldodecanol, Sorbeth-30 Tetraoleate, Cetyl Ethylhexanoate, Polysorbate 20, Triethylhexanoin, Water, Sorbitan Sesquioleate, 1,2-Hexanediol, Alcohol Denate., Hydrogenated Lecithin, Cholesterol, Ceramide 3, Dimethicone, Tocopheryl Acetate, Sodium PCA, Betaine, Sorbitol, Glycine, Alanine, Proline, Serine, Threonine, Arginine Lysine, Glutamicacid, Disodium EDTA, Sucrose, Fragrance, FD&C Yellow No. 5 (CI 19140), D&C Red No. 33 (CI 17200), FD&C Blue No. 1 (CI 42090).

Cena: około 40 zł, co przy tak dużej wydajności jest naprawdę niewielką ceną.
Dostępność, Internet.

 Co ja o nim sądzę?
Jest to naprawdę dobry kosmetyk do demakijażu! Kupiłam go na eBay, sama nie wiem dlaczego wybrałam akurat ten olej, bo jest ich mnóstwo w Internecie, ale to był dobry wybór!
Bardzo dobrze i bardzo szybko rozprawia się nawet z wodoodpornym linerem, kremami BB, czy zwykłym podkładem. Fakt podczas zmywania nie wyglądamy atrakcyjnie, bo wszystko rozmazuje nam się po twarzy, ale później zmywamy to wodą i nie ma śladu. Ja robiłam tak, że najpierw nabierałam 2 pompki oleju na suche dłonie i masowałam nim suchą skórę twarzy i szyi przez około minutę. Później nabierałam jeszcze jedną pompkę i zmywałam tym makijaż oczu. Gdy już czułam, że na rzęsach nic nie ma, moczyłam lekko dłonie w letniej wodzie i ponownie masowałam całą twarz. Później spłukiwałam twarz ciepłą wodą i używałam żelu do twarzy. Tak naprawdę żel nie ma większego znaczenie, bo jakiegokolwiek użyjemy, to skóra będzie czysta i gładka.
Podczas jego używania zauważyłam, że zmniejszyła się ilość pojawiających się niespodzianek, skóra była czystsza, nie zapchana i dobrze oczyszczona. Nie podrażnia skóry, ani oczu. Trzeba uważać, bo może szczypać w oczy, ale jak zmywamy makijaż z zamkniętymi oczami to nic nie czujemy.
Wydajność jest powalająca! Używałam go codziennie wieczorem przez 5 miesięcy!
Nie mam porównania z innymi olejami, bo ten był moim pierwszym, ale oleje na pewno zagoszczą w  ojej łazience na stałe! Zresztą już mam kolejny, tym razem ze Skin79.




Na pewno kiedyś do niego wrócę!

Pozdrawiam!