19.01.2014

[RECENZJA] Perfecta Pin Up Lady Berry Perfumowany krem do ciała.

Cześć!

Perfecta Pin Up Lady Berry Perfumowany krem do ciała.


Co mówi nam producent?
Uwodzący zapachem sorbetu ze świeżych owoców leśnych, silnie nawilżający krem do pielęgnacji ciała z kwasem hialuronowym oraz  olejkami arganowym i migdałowym.
• Intensywnie nawilża.• Regeneruje i spowalnia wiotczenie skóry.• Nadaje jedwabistą gładkość.• Pozostawia na skórze kuszący zapach, któremu trudno się oprzeć.Jak stosować? Po kąpieli wmasować krem w skórę całego ciała. [Źródło]


Standardzik ;)

Krem otrzymujemy w bardzo podbnej tubce jak jego przyjaciel peeling, czyli w różowej, miękkiej tubce z zamknięciem na klik. Różnica między tubkami jest taka (poza napisami oczywiście;), że krem jest w błyszczącej tubce, a peeling w matowej. Zamknięcie również działa bez zarzutów i możemy używać go bez obawy o paznokcie. Pojemność 200 ml.


Konsystencja jest typowa dla balsamów - kremowa, lekko lejąca, szybko się wchłania. Kolor różowy, zapach - tak samo jak w przypadku peelingu, dziwny i chemiczny - na pewno nie przypomina owoców leśnych, ale na szczęście (w tym przypadku na szczęście) nie utrzymuje się długo na skórze.



Dostępność: Internet, drogerie stacjonarne.
Cena: około 16 zł, 200 ml

Co ja o nim sądzę?
Intensywane nawilżanie? Że co? Moja skóra nie jest wymagająca, więc taki średniaczek jej wystarcza. Myślę, że nie sprawdził by się przy bardzo suchej skórze. Krem szybko się wchłania, nie pozostawia tłustego filmu, można od razu wskakiwać w piżamkę, co akurat bardzo mi się podoba ;)  Skóra jest po nim miękka, gładka i nawilżona. Zapach na szczęście szybko się ulatnia, więc jestem w stanie go znieść!

Podsumowując. Jest to fajny krem dla niewymagającej skóry.

Podsumowując serię Pin Up:
Jest to dobra seria dla skóry normalnej - peeling jest delikatny, krem nawilża przyzwoicie, ale nie sprawdzi się przy skórze bardzo suchej. Zapachy ewidentnie nie udały się (i z tego co wiem nie jest to tylko moja opinia i nie dzieje się tak tylko w przypadku Lady Berry) jednak polecam najpierw powąchać, bo może akurat komuś przypasują. 
Nie mówię nie! Na pewno wypróbuję pozostałe zapachy!


Jak lubicie delikatne kosmetyki, a Wasza skóra nie wymaga silnego nawilżenia to serdecznie Wam Polecam!


Pozdrawiam!



Fakt, że otrzymałam produkt w ramach testów nie miał wpływu na moją opinię.

18.01.2014

[RECENZJA] Perfecta Lady Berry Perfumowany peeling do ciała.

Cześć Dziewczyny!

Jak wspominałam Wam tutaj, zostałam wybrana jako jedna z 50-ciu Blogerek do testowania nowej linii kosmetyków do ciała Perfecta Pin Up. Do wyboru były 3 serie zapachowe: Miss Marine, Lady Berry i Sugar Baby. Każda seria zawiera perfumowany peeling do ciała i perfumowany krem do ciała.


Ja wybrałam serię Lady Berry - zapach sorbetu z owoców leśnych. Kosmetyki dotarły do mnie w grudniu, zaczęłam je testować przed Świętami Bożego Narodzenia, bo wtedy wpadły w moje łapki (tak podczas urlopu w PL;)

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić peeling z tej serii.

Jak jesteście ciekawe, co o nim sadzę, to zapraszam dalej!

Perfecta Lady Berry Perfumowany peeling do ciała.


Co mówi nam producent?
Uwodzący zapachem sorbetu ze świeżych owoców leśnych, peeling drobnoziarnisty do ciała z L-karnityną, kofeiną i algami.
• Usuwa martwe komórki naskórka.
• Pobudza mikrokrążenie i regeneracje.
• Rewelacyjnie wygładza skórę.
• Pozostawia na skórze kuszący zapach, któremu trudno się oprzeć.

Jak stosować? Nałożyć peeling na zwilżoną skórę i masować okrężnymi ruchami przez 1-2 minuty, po czym dokładnie spłukać. [Źródło]


Nic trudnego prawda? ;)

Peeling otrzymujemy w uroczej, miękkiej, różowej tubce z klapką, z której bez problemu wydobędziemy potrzebną ilość produktu, otworek nie jest ani z duży, ani za mały, taki w sam raz, a klapka działa sprawnie i na pewno nie zniszczy nam paznokci. Tubka ma pojemność 200 ml, czyli tak standardowo ;)


Sam peeling jest też różowy, konsystencja żelowa ze sporą małych ciemno różowych drobinek - myślę sobie "będzie dobrze"... ale zapach jest... co najmniej dziwny! Nie wiem, czy to wina mojego "nosa", ale zapach wydaje mi się sztuczny, chemiczny. No ale o gustach się nie dyskutuje, może komuś innemu się podoba ;)


Peeling nie jest ani za rzadki, ani za gęsty - taki w sam raz. Używa się go przyjemnie. Wydajność jest średnia, ale ja nigdy nie żałuję sobie tego typu produktów!

Cena: około 18 zł za tubkę 200 ml.
Dostępność: Internet, drogerie stacjonarne.

Co ja o nim sadzę?
Gdyby nie to, że przeszkadza mi zapach byłby to całkiem przyjemny... żel peelingujący! Tak, TAK żel. Drobinek jest niby sporo, ale są bardzo delikatne. Na pewno przypadnie do gustu osobom, które lubią delikatne zdzieraki i mają wrażliwą skórę. Ja jestem "grubo-skórna" i zdecydowanie wolę mocniejsze peelingi. Ale, ale! Jest na to sposób! Gdy potrzebuję mocniejszego ścierania dosypuję do niego trochę korundu kosmetycznego i wtedy to już ideał! No ale trzeba użyć "wspomagaczy".
Peeling łatwo zmywa się ze skóry, nie pozostawia uczucia ściągnięcia i wysuszenia, co jest dużym plusem! Użycie balsamu jest konieczne, ale nie po sekundzie od wyjścia z pod prysznica/wanny.

Podsumowując: jest to całkiem przyjemny żel peelingujący, używam go na co dzień zamiast żelu. Myślę, że wypróbuję pozostałe zapachy z tej serii. Do tego raczej nie wrócę chyba, że coś mi się odmieni co do zapachu ;)


A Wy dałyście się uwieść tej serii?


Pozdrawiam!


Fakt, że otrzymałam produkt w ramach testów nie miał wpływu na moją opinię.

17.01.2014

[RECENZJA] Mizon Snail Recovery Gel Cream

Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj mam dla Was recenzję ślimaczkowego kremu-żelu od Mizon. Jest to ostatnio produkt ze ślimaczej serii, który posiadam. Na koniec będzie podsumowanie całej serii ;)

O pozostałych produktach możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Jak jesteście ciekawe to czytajcie dalej!

Mizon Snail Recovery Gel Cream


Co mówi nam producent?
Mizon Snail Recovery Gel Cream jak nazwa wskazuje jest silnie regenerującym kremo - żelem polecanym dla osób, które zmagają się z przebarwieniami, bliznami potrądzikowymi, niedoskonałościami. Warto po niego sięgnąć gdy Twoja skóra jest zmęczona, ziemista, utraciła elastyczność. Ten krem o konsystencji żelu ma w swoim składzie 74% ekstraktu ze śluzu ślimaka, adenozynę oraz kwas hialuronowy. Nie zawiera barwników, parabenów oraz substancji zapachowych. [Źródło]

Skład:
Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-PEG-18 Methyl Ether, Dimethylsilane, Polysorbate2-, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydolsyate, Triethanolamine, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Centella Asiatica Extract, Portulaca Oleracea Extract, Camellias Sinensis Leaf Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platylphylla Japonica Juice, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europaea (olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Adenosine, Disodium EDTA [Źródło]

Kremik otrzymujemy w miękkiej, wygodnej tubce z odkręcanym korkiem, to jest mały minus, wolę zamknięcia z klapką, ale idzie się przyzwyczaić. Tubka ma pojemność 45 ml, za aplikator służy nam dziubek, dzięki któremu w wygodny i szybki sposób możemy wydobyć potrzebną ilość kremu. Dziubek zabezpieczony jest folą dzięki czemu wiemy, że nikt wcześniej "nie maczał tam paluchów", i produkt jest świeży. Tubka zamknięta jest w kartonik, o dokładnie takiej samej szacie graficznej. Kartonik zabezpieczony jest holograficzną naklejką z logiem firmy.
Sam kremik ma typowo żelową konsystencję, kolor mleczny, przezroczysty. Zapach prawie niewyczuwalny, delikatny i szybko znika. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy.

Cena i dostępność:
Dostępność: Internet. Cena: od około 15 zł - 40 zł za sztukę.

Co ja o nim sądzę?
Żel jest bardzo wydajny, już niewielka ilość wystarcza do pokrycia całej twarzy i szyi. Używam go od około 3 miesięcy codziennie rano pod podkład i w tej roli spisuje się naprawdę dobrze. Szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, dobrze współpracuje z podkładami i Bebiszonami, nie wzmaga świecenia skóry, ale i tak po kilu godzinach trzeba przypudrować nosek ;)
Świetnie radzi sobie z niedoskonałościami - krostki szybo znikają i rzadziej pojawiają się nowe. Skóra jest miękka, wygładzona i rozjaśniona, drobne zmarszczki mimiczne mniej widoczne.
Jestem z niego bardzo zadowolona i serdecznie Wam polecam!

Podsumowując: wszystkie produkty ze ślimaczej serii Miozn, które miałam okazję testować są naprawdę dobre! Nie mogę powiedzieć o nich ani jednego słowa! Spełniają swoje zadanie w 100% i na pewno będę do nich wracać. Na pewno skuszę się też na ampułkę i BB ;)



Serdecznie polecam Wam te kosmetyki :)



Pozdrawiam!


16.01.2014

[RECENZJA] Mizon Multi Function Formula All In One Snail Repair Eye Cream

Hej Dziewczyny!


Dzisiaj mam dla Was recenzję ślimaczkowego kremu pod oczy od Mizon.

Zapraszam!

Mizon Multi Function Formula All In One Snail Repair Eye Cream




Co mówi producent?
Krem pod oczy z zawartością śluzu ślimaka i EGF (epidermalny czynnik wzrostu) efektywnie nawilża i uelastycznia skórę w okolicach oczu, delikatnie rozjaśnia i redukuje zmarszczki.
Zawiera 80% filtratu wydzieliny ślimaka. Główny składnik śluzu - mucyna - ułatwia regenerację skóry i nadaje jej gładkość. Chroni również przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Dzięki zawartości EGF wygładza naskórek i spłyca drobne zmarszczki. Pobudza produkcję kolagenu. Działa rozjaśniająco, nawilżająco i ujędrniająco. [Źródło]

Skład:
Snail Secretion Filtrate, Glycerin, Butylene Glycol, Limnanthes Alba (Meadowfoam) Seed Oil, Niacinamide, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Glycerylstearate, Phytosqualene, Octyldodecyl Myristate, Cetearyl Alcohol, PEG-100 Stearate, Beeswax, Dimethicone, Stearic Acid, Sodium Hyaluronate, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate-20, Sodium Hyaluronate, Hydrolized Wheat Protein, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Palmitoyl Pentapeptide-4, Portulaca Oleracea Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Adenosine, 1,2 octanediol, Ethylhexylglycerin, Tropolone, Disodium EDT [Źródło]

Produkt otrzymujemy w szklanym, ciężkim słoiczku w ciemnobrązowym kolorze z plastikową nakrętką, a ten jak jego brat do twarzy w kartonik w rudawym kolorze ze złotymi napisami. Pojemność słoiczka to 25 ml, czyli dużo jak na krem pod oczy. Kartonik zabezpieczony jest holograficzną naklejką firmy dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest oryginalny i nikt wcześniej go nie otwierał.
Pod nakrętką znajduje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowego dekielka, a do kemu dołożona jest mała plastikowa szpatułka. 



Sam krem jest biały. Konsystencja bardziej kremowa, niż kremu do twarzy - nie za ciężka, krem ładnie i szybko się wchłania. Nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. Zapach jest delikatny, prawie niewyczuwalny. 

Cena i dostępność:
Dostępność: Internet. Cena: około 40 zł.

Co ja o nim sądzę?
Jest to naprawdę fajny krem! Szybko się wchłania, dobrze nawilża, nie zostawia tłustej warstwy, więc nadaje się pod makijaż. Ja używam go codziennie na noc od około 3 miesięcy. Jest bardzo wydajny, myślę, że nie zużyłam nawet połowy. Skóra pod oczami jest gładka, dobrze nawilżona, lekko rozjaśniona i elastyczna, a drobne linie zostały wygładzone. Skóra jest napięta, ale nie ściągnięta.
Nie wiem jak poradzi sobie ze skórą dojrzałą i głębszymi zmarszczkami, ale myślę, że posłuży osobom, które szukają dobrego nawilżenia, za niewielką cenę!


Szczerze polecam!



A Wy jaki krem pod oczy lubicie najbardziej?

Pozdrawiam!

13.01.2014

[RECENJA] MIZON Multi Function Formula All in One Snail Repair Cream!

Hej hej dziewczyny!

Miałam pisać wczoraj, ale... zrobiłam sobie z mężem leniwą niedzielę i cały dzień leżeliśmy na kanapie ;D brakowało nam takiego nic nierobienia ;) zwłaszcza, że przed nami ciężki tydzień w pracy.

Chciałam Wam napisać o trzech kremach ze ślimaczej serii Mizon, które...
no właśnie jak myślicie podbiły moje serce, czy nie? ;)

Podzielę tą serię na trzy wpisy, bo mam sporo zdjęć i pewnie się rozpiszę, a chciałabym żebyście dotrwały do końca!

Jesteście ciekawe?

To czytajcie dalej!

Cała ślimaczkowa seria Mizon wygląda tak:




Posiadam w swojej kolekcji:


MIZON Multi Function Formula All In One Snail Repair Cream

MIZON Multi Function Formula All In One Snaiol Repair Eye Cream
MIZON Snail Recovery Gel Cream

Dzisiaj napiszę o kremie do twarzy:


MIZON Multi Function Formula All in One Snail Repair Cream





Silnie regenerujący krem z wydzieliną ślimaka (stanowi on 92% składu kremu). Wydzielina ślimaka wykazuje właściwości odbudowujące i leczące dla prawie każdego typu problemu skórnego. Pomaga odzyskać młodzieńczy wygląd zmęczonej i starzejącej się skórze pobudzając komórki do regeneracji i odnowy. Dodatkowym składnikiem kremu jest adenozyna, która poprawia strukturę skóry - minimalizuje drobne linie oraz zmarszczki i wygładza skórę. Krem wykazuje również działanie rozjaśniające plamy pigmentacyjne - można go nakładać punktowo. Beta - glukan oraz ekstrakt z zielonej herbaty oczyszczają pory ze złogów sebum oraz zanieczyszczeń, które `rozpychają` pory skórne przez co tracą one elastyczność i są widoczne. Kosmetyk niweluje podrażnienia i łagodzi je; redukuje zaczerwienienia. Doskonale nawilża.
Odpowiedni na dzień jak i na noc.

[Żródło]



Skład:
Snail Secretion Filtrate, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Cetearyl Alcohol, Stearic Acid, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Dimethicone, Triethanolamine, Carbomer, Butylene Glycol, PEG/PPG-17/6 Coploymer, Polyacrylate-13, Polyisobutene, Polysorbate 20, Sodium Polyacrylate, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Tropolone, Adenosine, Sodium Hyaluronate, Portulaca Oleracea Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Arnica Montana Flower Extract, Artemesia Absinthium Extract, Achillea Millefolium Extract, Gentiana Lutea Root Extract, Alcohol, Camellia Sinesis Leaf Extract, Centella Asiatica Extract, Copper Tripeptide-1, Human Ogliopeptide-1, Propylene Glycol, Rubus Idaeus (Raspberry) Fruit Extract, Beta-glucan, Palmitoyl Pentapeptide-4, Disodium EDTA [Źródło]

Produkt otrzymujemy w dużym, ciężkim, szklaym słoiku w ciemno brązowym kolorze z plastikową nakrętką, a ten zapakowany jest w kartonik w rudawym odcieniu ze złotymi napisami. Kartonik zabezpieczony jest holograficzną naklejką firmy dzięki czemu mamy pewność, że produkt jest oryginalny i nikt wcześniej go nie otwierał.




Słoiczek sprawia wrażenie, że jest to bardzo drogi i luksusowy kosmetyk, przynajmniej z takim mi się kojarzy ;) Pojemność 75 ml, jak na krem do twarzy bardzo duża! Zawartość słoiczka, czyli nasz dzisiejszy bohater jest zabezpieczona dodatkowym białym, plastikowym dekielkiem, dzięki czemu jak dobrze zakręcimy nakrętkę nic nam się nie wyleje np., podczas podróży.




Sam kremik jest w mlecznym kolorze. Konsystencja jest rzekłabym taka w sam raz - nie ścieka z palców, ale też nie jest zbita i bardzo gęsta, ale za to lekko klejąca i ciągnąca, ale nie przeszkadza to w aplikacji. Szybko się wchłania i już o chwili nie ma tej lepkiej warstewki. Zapach jest delikatny, prawie niewyczuwalny, pozostaje tylko chwilkę po aplikacji. Mi on w ogóle nie przeszkadza.

Cena i dostępność:
Internet. Cena od ok. 55-100 zł. Ja swój kupiłam na eBay w zestawie z kremem pod oczy za około 100 zł.

Co ja o nim sądzę?
Przyznam szczerze, że na początku obawiałam się trochę nakładać "wydzielinę ślimaka" na twarz. Zanim go poznałam i postanowiłam sobie kupić to pomyślałam: "WTF? kto to wymyślił?", ale przeczytałam tyle pozytywnych opinii, że postanowiłam zaryzykować i... NIE Żałuję!
Uwielbiam go!
Krem jest super delikatny,  nie podrażnia, nie szczypie i nie drażni, nawet po wysuszających maściach. Używam go na noc i radzi sobie  całkiem dobrze z nawilżeniem. Nie wiem jak byłoby w przypadku skóry suchej, mojej tłustej cerze póki co wystarcza w komplecie z kremem wodnym z It's Skin VR Effector (recenzja też niebawem), samodzielnie mogłoby być za mało na noc.
Krem jest super wydajny! Opakowanie jest spore, nie żałuję sobie nakładając go - używam go od około 3 miesięcy codziennie wieczorem na skórę twarzy, szyi i dekoltu i została mi jeszcze gdzieś połowa opakowania.
Zauważyłam, że wyskakuje mi mniej niespodzianek, a te które już się pojawią to super szybko znikają! Skóra jest miękka i przyjemna w dotyku, lekko rozjaśniona, pory zwężone i mniej widoczne, drobne linie na twarzy wydają się mniej wyraźne (mówię tutaj o delikatnych zmarszczkach mimicznych, innych nie posiadam), a skóra jest jędrna, sprężysta i napięta. Krem niweluje także drobne zaczerwienienia, które zdarzają mi się po całym dniu pracy. Dodam jeszcze, że jest to pierwszy krem o działaniu przeciwstarzeniowym (jest w ogóle takie słowo? ;D) i przeciwzmarszczkowym jaki używam.
Podsumowując: 
Jest to bardzo dobry krem dla osób, które chcą rozpocząć walkę ze starzeniem skóry, ale nie mają jeszcze wyraźnych zmarszczek, a ich skóra nie jest wiotka i pozbawiona jędrności. Nie wiem jak poradziłby sobie ze skórą dojrzałą.

Ja go bardzo lubię i serdecznie Wam polecam! 
Zamierzam wypróbować jeszcze "ślimaczą" ampułkę, ale to dopiero jak wykończę kremy wodne z It's Skin ;)




A Wy? Znacie go? Lubicie, czy wręcz przeciwnie?



Pozdrawiam serdecznie!






11.01.2014

Trochę prywaty, czyli spóźnione noworoczne postanowienia! ;)

Cześć!

Jak każdy człowiek mam tak, że zawsze pod koniec starego roku robię sobie podsumowanie i plany, czy postanowienia na przyszły, nowy rok.

Ogólnie mówiąc poprzedni rok nie był zły, bo obroniłam pracę mgr i to na bardzo dobrą ocenę biorąc pod uwagę to, że kończyłam studia mieszkając już za granicą, przyzwyczaiłam się w końcu do życia na emigracji i do tego że już zawsze będą mówić na mnie "obcokrajowiec", pogodziłam się z tym, że cała moja rodzina została w PL i widuję ją rzadko, rozgadałam się trochę po niemiecku, no i dostałam pracę

A jakie mam postanowienia na nowy rok?

Postawiłam sobie trzy takie główne cele, które MUSZĘ zrealizować i kilka takich dodatkowych, do których spełnieni zamierzam dążyć.

Główne cele na ten rok:
1. Oddanie wszystkich dokumentów potrzebnych do nostryfikacji dyplomu! Dokumenty mam już tak naprawdę zebrane, pozostaje "tylko" pojechanie z nimi do tłumacza (muszę go najpierw znaleźć) i wysłanie do odpowiedniego urzędu.
2. Zmobilizowanie się do nauki niemieckiego! Niestety w moim mieście jest tylko jedna szkoła językowa i często jest tak, że jak znajdę kurs który mnie interesuje to jest za mało ludzi i nie otwierają go. Tak samo było w poprzednim roku z kursem gramatycznym, na którym bardzo mi zależało. Dlatego plan jest taki, żeby uczyć się słówek samodzielnie w domu! Słownictwa brakuje mi najbardziej, z gramatyką jakoś sobie radzę no i tego mogę się nauczyć w trakcie rozmowy z Niemcami. 
3. Czas wziąć się za siebie! Nie mówię tu o chudnięciu, bo mąż by mnie chyba zabił jakbym mu powiedziała, że chcę schudnąć (przy wzroście 1,68 ważę 48 kg). Chodzi mi o zdrowe odżywianie się i ćwiczenia wzmacniające i ujędrniające ciało. Nad kondycją też wypadałoby popracować, bo niestety nie mam już tych 15 lat.

Takimi dodatkowymi postanowieniami są:
- znalezienie pracy w zawodzie - skończyłam studia pedagogiczne i chciałabym pracować w przedszkolu, albo ośrodku z dziećmi niepełnosprawnymi. Niestety dopóki nie dostanę uznania dyplomu (nostryfikacji), to nie mogę pracować w swoim zawodzie w Niemczech, więc nie zależy to tylko ode mnie. Nostryfikacja może trwać od 6 miesięcy do nawet 3 lat.
- przestać się stresować tym, że muszę rozmawiać po niemiecku. Nadal mam z tym ogromny problem. Jest lepiej niż było na początku, bo ja z natury wstydliwa jestem. W Polsce już z tym sobie radziłam, ale po przyjeździe do Niemcowni wszystko wróciło.
- "kaloryferek" na brzuchu ;) chciałabym mieć taki delikatny, damski sześciopak ;) mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi ;)
- ograniczenie słodyczy! tabliczka czekolady dziennie to zdecydowanie za dużo ;)
- pojechanie, a w sumie polecenie na Majorkę! Marzą mi się od dawna takie wakacje. Niestety zawsze jest tak, że kasa jest potrzebna na co innego i zostawały wakacje nad polski morzem. W tym roku oboje postanowiliśmy oszczędzać i wybrać się na wakacje marzeń.
- "pozbycie się " w końcu odrutowania z zębów! Aparat noszę już prawie dwa lata, ale w tzw. międzyczasie  była przeprowadzka i szukanie nowego ortodonty, które trochę trwało. Niestety wszystko zależy teraz od zębów i mojej odporności na ból - żeby było szybciej mogę poprosić i mocniejsze "ściskanie" zębów, ale może się to wiązać z dyskomfortem i bólem, wiadomo, że zależy to od człowieka. Chciałabym latem mieć ściągniętą górę (mam ją trochę dłużej niż dół)!
- pójście do lekarza z moimi okropnymi migrenami! Męczą mnie okropnie, ale chyba jeszcze bardziej nie lubię lekarzy, a szczególnie tych gadających po niemiecku. Powiedziałam mężowi, że do lekarza pójdę jak już naprawdę zaniemogę, ale wiem, że będzie trzeba wybrać się tam szybciej.
- odkładanie pieniędzy na auto dla mnie. Pozazdrościłam mężowi Mercedesa i też chcę mieć auto z podgrzewanymi fotelami ;D żeby mi zimno w dupkę nie było ;)
- przemyślane kupowanie kosmetyków! Niestety jestem osobą, która ulega wpływom, szczególnie internetu i telewizji i czasami zobaczę coś i MUSZĘ TO MIEĆ! Niestety przez to wydałam kupę kasy na kosmetyki, które w ogóle się u mnie nie sprawdziły. Trzeba nad tym popracować!


To by było na tyle! Mam nadzieję, że w nich wytrwam i na koniec roku napiszę Wam, że wszystko udało mi się zrealizować ;)
Trzymajcie kciuki przede wszystkim za pierwsze cztery, bo na tym najbardziej mi zależy ;)



A jakie są Wasze noworoczne postanowienia?

Szczęśliwego Nowego Roku!
Pozdrawiam!

9.01.2014

Grudniowy PaeseBox!

Cześć!

Jak już pewnie zauważyłyście, ze wszystkim jestem ostatnio spóźniona, najpierw Denko, a teraz to! Ale już nadrabiam urlopowe zaległości ;)

O czym dzisiaj chciałam?

A! O Grudniowym PeaseBox! A w sumie o dwóch, które zakupiłam!

PeaseBox zorganizował akcję świąteczną, w której za 39 zł można było kupić Box w którym znajdowało się 5 kosmetyków pełnowartościowych i 6 miniaturek. Stwierdziłam, że super akcja i fajna cena jak za tyle kosmetyków. Zaryzykowałam (Boxy były pakowane losowo i istniało prawdopodobieństwo, że dostanę np. 2 taki same, albo któryś kosmetyk się powtórzy)!

Jesteście ciekawe, co znalazłam w środku i czy jestem zadowolona?
To czytajcie dalej!


Kosmetyki były dostarczone kurierem. W zwykły karton zapakowane były ładne czarna zamykane kartoniki z logiem firmy. Jak widać na zdjęciach moje kartoniki, trochę sfatygowały się w podróży z Polski do Niemcowni.

PaeseBox 1


Produkty pełnowymiarowe:
1. Puder brązujący z dodatkiem oleju kokosowego - kolor taki trochę pomarańczowy, ale zobaczymy co z tego będzie.
2. Pomadka do ust Sexapil 14 - naturalny różowy odcień, nie bardzo mi pasuje więc komuś oddam.
3. Błyszczyk Colore Mio 507 - PIĘKNY! Taka pomarańczka, ale jak nałoży się niewielką ilość to wygląda fantastycznie! Idealnie pasuje do mojej ciepłej karnacji i rudych włosów ;)
4. Przyspieszacz wzrostu paznokcia fast' Strong - lakier jak lakier, nie wierzę w takie cuda, ale jako top coat pod kolorowy lakier może  być.
5. Róż z olejem arganowym 42 - dla mnie zbyt różowy, wolę róże wpadające w pomarańcz. Oddam komuś.
6. Diamentowy cień do powiek 7 - jasny, naturalny i bardzo błyszczący cień idealny do rozświetlenie wewnętrznego kącika oka, czy łuku brwiowego. Próbowałam go też jako rozświetlacza i spisywał się całkiem nieźle.

Próbki (miniaturki):
7. Puder bambusowy z jedwabiem - bardzo lubię!
8. Puder ryżowy - chciałam go kupić do wypróbowania i mi się trafił ;)
9. Lakier do paznokci 146 - bardzo naturalny kolor, idealnie pasuje do french'a
10. Lakier  do paznokci 113 - piękny śliwkowy kolor! Bardzo trwały! Jako jeden z niewielu lakierów przetrwał cały dzień bez odprysków, co w mojej pracy jest sporym wyczynem.,
11. Lakier do paznokci 83 - delikatny, błyszczący brąz.

Dopiero teraz zauważyłam, że trafiło mi się 6 "pełnowymiarówek" i 5 miniaturek ;)

PaeseBox 2


Produkty pełnowymiarowe:
1. Błyszczyk Colore Mio nr 504 - ładny delikatny róż.
2. Long Cover Fluid 01 jasny beż - super że trafił mi się bardzo jasny kolor. Myślę, że będzie idealny na zimę do mojej bladej skóry.
3. Kuracja naprawcza nail Doctor.
4. Matowy cień do powiek 662 Kaszmir Neo - oddam komuś ;)
5. Róż z olejem arganowym 37 - ładny brzoskwiniowy róż, idealny dla mnie.

Próbki (miniaturki):
6. Płyn micelarny do demakijażu z D-panthenolem - nie wiem czy to wina wadliwego korka, czy miałam po prostu pecha wylał mi się w pudełeczku, na szczęście nie cały.
7. Puder bambusowy z jedwabiem.
8. Puder ryżowy.
9. Pękający lakier do paznokci 304 - srebrny z brokatem. Oddam komuś ;)
10. Lakier do paznokci 305 - pastelowy błękit. Trochę mdły, ale zobaczymy ajk będzie prezentował się na paznokciach.
11. Piaskowy Lakier do paznokci 323 - niby miętowym ale jakiś taki...  nijaki. Zobaczę jak na paznokciach będzie wyglądał.

Jedyne, z czego nie byłam zadowolona to to, że w  Boxie nr 2 wylał mi się płyn micelarny :( Na szczęście nie wiele, ale kartonika nie mogę już do niczego wykorzystać (do drugiego wrzuciłam próbeczki, które zazwyczaj dostaję do zakupów na eBay) i wszystkie kosmetyki były lepkie. Na szczęście do pudrów, różu i cienia nie dostał się micelek więc mogę je spokojnie używać ;)
Ogólnie jestem zadowolona z kosmetyków. Jest kilka, które kolorystycznie nie pasują mi, ale zawsze mogę je komuś oddać ;) Cena też była fajna więc nie ma czego żałować.
Ale szczerze mówiąc przeglądając blogi widziałam, że inne dziewczyny trafiły na fajniejsze kosmetyki. Może następnym razem i ja trafię na coś extra ;)
Myślę, że zdecyduję się na kolejną edycję (jak będzie oczywiście), liczę na coś walentynkowego ;)



A Wy zdecydowałyście się na PaeseBoxy? Co Wam się trafiło?

Pozdrawiam!

8.01.2014

Może to właśnie mi uda się wygrać paletkę marzeń!

Cześć!

Biorę udział w rozdaniu na blogu Beautyness!




Paletka ta marzy mi się, o tak. Jest dla mnie wprost idealna ;)

Nie mam szczęścia do rozdań, ale może tym razem, kto wie ;)

Jeżeli macie ochotę to Was również zapraszam!


Pozdrawiam!

7.01.2014

[RECENZJA] Profarm, Proderma Pichtowy Tonik bezalkoholowy z ProOil.

Cześć!

Dzisiaj przyszłam do Was z recenzją Toniku Pichtowego. 

Jeżeli jesteście ciekawe co o nim sądzę to zapraszam dalej!

Profarm Tonik pichtowy bezalkoholowy do skóry wrażliwej




Producent mówi nam, że jest to tonik, który przeznaczony jest do codziennego oczyszczania skóry wrażliwej, zarówno podatnej na wypryski jak i zmarszczki. Zawiera Pichtowy ProOil, który aktywnie w  ciągu dnia i nocy działa: 
- oczyszczająco - odświeża, oczyszcza i nawilża skórę, 
- antybakteryjnie - oczyszcza, wpływa korzystnie na wygląd skóry, 
- odżywczo - uzupełnia niedobory witamin i mikroelementów, 
- energizująco - dodaje sił witalnych, rozluźnia napięte mięśnie i likwiduje uczucie ciągłego zmęczenia. 
Badania wykazały, że podczas stosowania Toniku Pichtowego ProOil skóra jest aktywnie oczyszczana i nawilżana każdego dnia. 


Skład:
Aqua, Polysorbate 20, Glycerin, Magnesium Aspartate (and) Zinc Gluconate (and) Copper Gluconate, Propylene Glycol (and) Aqua (and) Vaccinium Myrtillus (and) Cucumis Sativus (and) Hamamelis Virginiana (and) Phenoxyethanol (and) Methylparaben (and) Propylaparaben, Abies Sibirica, Parfum, Sodium Hydroxide, Dmdm Hydantoin (and) Methylparaben (and) Propylparaben (and) Phenoxyethanol.

Nie znam się na składach, ale rzucają się w oczy liczne parabeny.

Produkt kupujemy w białej, nieprzezroczystej butelce z twardego plastiku z dozownikiem, który jest jakimś nieporozumieniem! Jest tak nieporęczny, że przy próbie wylania toniku na wacik mamy go też na rękach podłodze i wszystkim dookoła. Dziurka jest za duża i nie mamy kontroli nad tym ile produktu się wylewa, co jest irytujące i wpływa na wydajność. Pojemność opakowania to 200 ml, wystarczyło mi na około 1,5 miesiąca codziennego stosowania rano i wieczorem.
Tonik ma lekko żółtawy kolor i bardzo intensywny zapach... choinki ;) ja nie przepadam za tym zapachem, zwłaszcza tak intensywnym, ale na szczęście czujemy go tylko chwilę po aplikacji (no i podczas aplikacji też oczywiście). Skóra po nim jest oczyszczona, nawilżona, ale nie ściągnięta. Nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy, szybko się wchłania.

Cena i dostępność:
Apteki stacjonarne i internetowe. Można też go zamówić na doz.pl (ja właśnie tak zrobiłam) i odebrać w pobliskiej aptece. Cena około 10 zł, czyli tanioszka ;)

Co ja o nim sądzę?
Jest to naprawdę dobry tonik! A cena jak za tak dobry produkt jest śmieszna. Myślę, że gdyby nie ten feralny dozownik spokojnie wystarczyłby na około 2 miesiące codziennego stosowania, ale może tylko ja jestem taką niezdarą ;)
Tonik świetnie oczyszcza skórę, nie pozostawia lepkiej, ani tłustej warstwy. Nadaje się pod każdy krem - zarówna na dzień jak i na noc. Skóra po jego użyciu jest przyjemnie nawilżona i napięta. Nie podrażnia, nie szczypie, nie piecze. Po około 2 tygodniach regularnego stosowania zauważyłam, że niespodzianki szybko znikają i rzadziej pojawiają się nowe. Do tego trzymał w ryzach wydzielanie sebum, co jest ogromnym plusem przy mojej tłustej skórze.
Nie wiem jak z działaniem przeciwzmarszczkowym, bo nie mam ich za wiele (poza kilkoma mimicznymi od ciągłego śmiania się), ale na pewno nie pojawiły się w czasie jego używania nowe, a stare? Jakie były takie są ;) 
Kolejnym plusem jest to, że nie zawiera Alkoholu, który jest w większości oczyszczających kosmetyków.

Obecnie testuję inny ziołowy tonik, ale z tego byłam bardzo zadowolona i na pewno będę do niego wracać! Bo TAKI produkt w TAKIEJ cenie to rzadkość ;)

Daję mu 6+!

Gorąco Wam polecam ;)


Pozdrawiam!

6.01.2014

Trochę spóźnione grudniowe Denko!

Cześć!

Wczoraj wieczorkiem wróciłam do domu ;)
A dzisiaj wracam do Was z troszkę spóźnionym grudniowym Denkiem.
Większość z tych kosmetyków zużyłam jeszcze przed wyjazdem do PL, a zabrałam ze sobą większość nowych kosmetyków, resztę dokupiłam w PL lub już na mnie czekała.
Stwierdziłam, że nie będę robiła zdjęć tego, co kupiłam w PL, bo jest tego po prostu za dużo. Będziecie miały na bieżąco recenzje ;)

Zapraszam na Grudniowe Denko!



Jak widzicie nie ma tego, aż tak dużo, ale moja szuflada na opakowania była już pełna. Podzieliłam je na 3 kategorie.

Pielęgnacja ciała i włosów.


1. Isana Creme Dusch Kokos. Kremowy żel pod prysznic o zapachu kokosa. Zapach w sklepie wydawał mi się piękny, ale podczas kąpieli był sztuczny i chemiczny. Nie polubiliśmy się i czekałam, aż się skończy. Nie kupię ponownie.
2. AVON Clearskin Blemish Clearing, Acne Body Wash. Recenzja tutaj. Mam kolejne opakowanie i na pewno kupię ponownie. 
3. Alverde. Olejek pielęgnacyjny Kokos. Używam go do olejowania włosów, czasami do masażu ciała. Ładnie pachnie i super działa na moje włosy. Recenzja na pewno pojawi się wkrótce! Na pewno kupię ponownie!
4. L'Oreal Elvital Total Repair Extreme. Intensywnie odbudowujący szampon do włosów z LAK 1000. Kupiłam go pod wpływem reklam telewizyjnych. Nie liczyłam na odbudowę włosów, ale na to, że nie będzie robił im krzywdy. Niestety bardzo wysusza, szczególnie końcówki. Miałam go bardzo długo i po odkryciu szamponów bez SLS używałam go tylko raz w tygodniu do oczyszczania włosów - wtedy nie robił im krzywdy. Nie kupię ponownie!
5. Schwarzkopf Gliss Kur. Dwufazowa odżywka w sprayu z olejkiem z Marakeszu i kokosem. Muszę się w końcu zabrać za recenzję tych dwufazówek bo używam od bardzo dawna. Lubię i na pewno kupię ponownie!

Pielęgnacja twarzy.


6. Proderma Profarm. Pichtowy Tonik Bezalkoholowy (ProOil). Jest świetny! Super działa na moją trądzikową skórę, dobrze ją oczyszcza i nie podrażnia. Na pewno kupię ponownie!
7. Eucerin DermoPurifyer Żel oczyszczający do skóry z niedoskonałościami. Recenzja tutaj. Nie wiem czy kupię ponownie.
8. Isana. Wazelina kosmetyczna. Używałam jej do smarowania tatuażu zaraz po jego zrobieniu. Później do ust. Wazelina jak wazelina, nie wyróżnia się niczym od innych. Opakowanie jest trochę za duże, bo została mi połowa, a już minął termin jej ważności. Kupię ponownie, ale w mniejszym opakowaniu.
9. Rival de Loop Clean&Care. Balsam do demakijażu. Słabo radził sobie z tuszem do rzęs, czy cięższym podkładem, jest mało wydajny, bo potrzeba go bardzo dużo, aby zmyć makijaż, pozostawia lepką warstwę. Nie lubię i nie kupię ponownie!

Kolorówka, perfumy, akcesoria.


10. Avon Super Shock. Pogrubiający i wydłużający tusz do rzęs. Ma świetną szczoteczkę, dużą, silikonową - takie lubię najbardziej. Kupowałam ten tusz już dawno temu i go uwielbiałam, więc będąc ostatnio w PL postanowiłam kupić go ponownie. I się rozczarowałam! Bardzo szybko wysechł, kruszył się i rozmazywał. Nie ma w nim śladu tuszu, który kiedyś uwielbiałam. Nie kupię ponownie!
11. Manhattan. Perfect Adapt Make Up. Jest to moje kolejne opakowanie. Sprawdził się przy mojej tłustej skórze, chociaż mat nie utrzymywał się za długo. Nadal szukam ideału, ale ten być może kupię ponownie, bo nie świeciłam się jak żarówka po godzinie, ani dwóch ;)
12. Lacoste. Pour Femme. Podróbka perfumu. Kupiłam go od szwagra za jakieś 7 zł. Nawet nie wiem skąd je miał ;) Na początku zapach wydawał się ładny, ale później już mi się nie podobał. Zużyłam jako odświeżacz powietrza. Nie kupię ponownie!

Na końcu są pędzle, które kiedyś dostałam i już zakończyły swój żywot. Nie napiszę Wam co to za pędzle bo nie wiem. Ostatni skośny to pędzel do róży z Ebelin, kupiony w DM. Używałam ich jako małolata i od tamtego czasu leżą. W końcu postanowiłam je wyrzucić.


Pozdrawiam!

Asia ;)