01.03.2014

[RECENZJA] It's Skin Power 10 Formula YE Effector

Fanką Azjatyckich kosmetyków jestem już od jakiegoś czasu. Poszukując ideału, testowałam wiele kosmetyków. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić znany krem wodny It's skin, którego działaniem na początku byłam zachwycona, a później....


... jak jesteście ciekawe co było później, to czytajcie dalej ;)


W związku z tym, że moja skóra lubi się błyszczeć, jest pełna zaskórników i niedoskonałości postawiłam na:


It's Skin Power 10 Formula YE Effector






Co mówi nam producent?
Serum zawierające wyciąg z drożdży, wspiera wzrost komórek skóry, przywraca prawidłowy rytm skórze i normalizuje ją łagodząc jednocześnie podrażnienia. Zapewnia kontrolę nad wydzielaniem sebum.


Krem (lub serum jak kto woli) otrzymujemy w szklanej, brązowej buteleczce z pipetą. Rozwiązanie wygodne, ale pod koniec opakowania trzeba wylewać sobie je prosto z buteleczki, bo pipeta jest za krótka. Wolałabym pompkę, no ale nie wybrzydzajmy już ;)
Samo serum ma dość wodnistą konsystencję. Jest to mętny płyn przypominający trochę zawiesinę. Zapach delikatny, ładny, trudno mi go do czegoś przyrównać.


Skład:
water, butylene glycol, glycerin, pseudoalteromonas ferment extract, saccharomyces polypeptides, trietholamine, carbomer, methylparaben, chlorphenesin, fragrance, disodium EDTA.

Cena: 30-60 zł.
Dostępność: Internet.
Swój kupiłam za 35 zł na eBay.


Co ja o nim sądzę?
Może zacznę od początku.
Kupiłam go licząc na to, że zmniejszy wydzielanie sebum i nie będę się świecić jak latarnia. Początkowo byłam zadowolona. Ba! Nawet zachwycona! Po około tygodniu codziennego stosowania wieczorem pod krem, rano skóra była matowa, pory były zmniejszone i nie świeciłam się jak latarnia przez dobrych kilka godzin
Niestety później już nie było tak dobrze. Po około miesiącu regularnego stosowania wydzielanie sebum powróciło do początkowego stanu i znowu kilka razy dziennie latałam z bibułkami matującymi i pudrem, a pomimo to nadal mogłam robić za odblask. 
Później w związku z rozpoczęciem kuracji AcneDerm stosowałam go co drugi dzień na noc i znowu było lepiej, ale już nie tak samo jak przez pierwszy miesiąc stosowania.
Ponadto: serum jest bardzo wydajne, wystarczyło mi na około 4,5 miesiąca z czego pierwsze 2 miesiące używałam go codziennie. Wszelkie niedoskonałości stosunkowo szybko się goiły, a ślady po wypryskach bardzo szybko znikały. 
Latem 2013 roku pod lewym okiem pojawiło mi się 'coś'. Nie wiem co to było, ale było duże i czerwone, wyglądało trochę jak pęcherz, ale nie dało się tego wycisnąć, było dość twarde. Początkowo myślałam, że to odcisk od okularów przeciwsłonecznych, bez których nie rozstaję się latem, ale 'noski' były trochę niżej. W końcu po kilku dniach codziennych prób wyciśnięcia tego udało się, ale pozostała blizna i mała dziurka, którą bardzo trudno było zatuszować. Próbowałam wielu kosmetyków, ale dopiero YE pomógł mi początkowo zmniejszyć widoczność tej blizny, a obecnie jest ona prawie w ogóle nie widoczna - dziurka pozostała, ale pod lekkim, średnio kryjącym BB jest niezauważalna.

Nie polecam stosowania go na delikatną skórę pod oczami - raz się zapędziłam i wklepałam go też pod oczy i mnie niemiłosiernie szczypało, a skóra była zaczerwieniona i podrażniania.



Podsumowując: Jest to dobry produkt, który zmniejsza widoczność i przyspiesza gojenie niedoskonałości i blizn. Skóra jest po nim gładka, miękka, nie odczuwamy ściągnięcia, ani wysuszenia, wręcz lekkie nawilżenie. Jest to produkt warty uwagi i na pewno będę do niego wracać, ale na pewno nie będę go używać codziennie, żeby skóra się nie przyzwyczaiła. Może przy drugim podejściu uda mi się utrzymać zmniejszone wydzielanie sebum.




Serdecznie Wam go polecam! Obecnie stosuję inny krem wodny z tej serii i jestem też zadowolona, ale o tym innym razem.


Pozdrawiam!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz